← Strona główna

Reklama

Miasto

UNESCO to dopiero początek. Teraz zaczynają się schody

UNESCO to nie tylko prestiżowy wpis na światową listę. To także zobowiązanie, które będzie miało wpływ na sposób zarządzania historycznym centrum Gdyni, prowadzenie inwestycji i ochronę modernistycznego dziedzictwa przez kolejne lata. Czy jesteśmy na to gotowi?

UNESCO to dopiero początek. Teraz zaczynają się schody

Przez ostatnie dni w Gdyni nie brakowało powodów do dumy. Modernistyczne Śródmieście trafiło na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i trudno nie zgodzić się z opinią, że to jedno z najważniejszych wydarzeń w historii miasta. Takiego sukcesu nie da się kupić kampanią promocyjną ani wywalczyć dobrym marketingiem. To międzynarodowe potwierdzenie, że Gdynia stworzyła coś naprawdę wyjątkowego.

Od kilku dni chodzi mi po głowie jedno pytanie - czy naprawdę jesteśmy gotowi na to, co właśnie się wydarzyło? Większość rozmów w przestrzeni publicznej kończy się na samym wpisie - gratulacje, zdjęcia, konferencje prasowe i słuszna radość. Znacznie mniej mówi się o tym, że wpis na Listę Światowego Dziedzictwa nie jest medalem, który można powiesić na ścianie i uznać sprawę za zamkniętą. To raczej początek zupełnie nowego etapu.

UNESCO nie przyznaje tytułu za zasługi. Ono uznaje, że dane miejsce posiada wyjątkową uniwersalną wartość i jednocześnie oczekuje, że ta wartość będzie skutecznie chroniona. To pewnego rodzaju umowa. Świat mówi: „To miejsce jest ważne dla całej ludzkości". W zamian właściciel zobowiązuje się, że nie dopuści do jego degradacji.

Co to oznacza dla zwykłego mieszkańca?

Wbrew obawom nie oznacza to, że mieszkańcy modernistycznych kamienic od jutra nie będą mogli wymienić okien czy odmalować mieszkania. UNESCO nie wydaje decyzji administracyjnych i nie zastępuje polskiego prawa. Zmieni się jednak coś innego - każda decyzja dotycząca wyglądu historycznego centrum będzie od teraz oceniana z dużo większą uwagą. Elewacje, stolarka, szyldy, reklamy, ogródki gastronomiczne, mała architektura czy sposób prowadzenia remontów przestaną być wyłącznie lokalną sprawą. To właśnie te pozornie drobne elementy składają się na autentyczność miejsca, za którą Gdynia została doceniona.

Wyobraźmy sobie właściciela kamienicy planującego remont elewacji. Samo odświeżenie nie stanie się niemożliwe, ale sposób jego wykonania i zachowanie historycznych detali będą miały jeszcze większe znaczenie niż dotychczas. To oznacza również większą odpowiedzialność dla właścicieli lokali usługowych i przedsiębiorców. Reklama, która jeszcze kilka lat temu nikogo nie raziła, dzisiaj może być oceniana zupełnie inaczej. Nie dlatego, że zmieniły się przepisy, dlatego, że zmieniła się ranga miejsca.

Myślę jednak, że większość mieszkańców zada sobie znacznie bardziej przyziemne pytania. Czy nieruchomość znajdująca się w historycznym centrum zyska na wartości? Czy wpis UNESCO przyciągnie więcej turystów i klientów do lokalnych firm? Czy łatwiej będzie pozyskać środki na remont zabytkowych kamienic? A może jedyną zmianą okażą się kolejne ograniczenia i bardziej skomplikowane procedury? Prawda, jak zwykle, leży gdzieś pośrodku. Wpis na Listę Światowego Dziedzictwa może zwiększyć prestiż całego obszaru, podnieść atrakcyjność nieruchomości, przyciągnąć nowych odwiedzających i otworzyć większe możliwości finansowania działań związanych z ochroną zabytków. Jednocześnie oznacza większą odpowiedzialność za każdą decyzję wpływającą na wygląd historycznego centrum. UNESCO nie daje wyłącznie przywilejów. Nakłada również obowiązek, by to, co zostało uznane za wyjątkowe, takim pozostało.

Czy Gdynia potrafi skutecznie chronić modernizm

Najbardziej interesuje mnie jednak jedno pytanie. Czy Gdynia potrafi skutecznie chronić modernizm już dzisiaj? Dobrym przykładem są problemy z egzekwowaniem obowiązującej od lat uchwały krajobrazowej. Wciąż można znaleźć wielkoformatowe reklamy, przypadkowe szyldy czy rozwiązania, które trudno pogodzić z estetyką modernistycznego tej wyjątkowej przestrzeni. Niektóre znikają, inne pojawiają się ponownie. Trudno oprzeć się wrażeniu, że egzekwowanie przepisów bywa nierówne.

Podobnie wygląda kwestia remontów przestrzeni publicznych. Wystarczy przypomnieć sobie, ile czasu zajmują nawet stosunkowo niewielkie inwestycje w centrum miasta. Jeżeli już dziś mamy problem z prowadzeniem prostych remontów czy konsekwentnym dbaniem o estetykę przestrzeni, to czy poradzimy sobie z obowiązkami wynikającymi z obecności na najbardziej prestiżowej liście zabytków świata? To pytanie nie jest złośliwością. Jest zwykłym sprawdzianem wiarygodności.

UNESCO potrafi powiedzieć: „do widzenia"

Mało kto o tym mówi, ale wpis na Listę Światowego Dziedzictwa nie jest dany raz na zawsze. Najgłośniejszym przykładem ostatnich lat jest Liverpool - miasto zostało wykreślone z listy w 2021 roku. Nie dlatego, że zabytki się zawaliły, powodem była intensywna nowa zabudowa i inwestycje, które w ocenie UNESCO bezpowrotnie zmieniły historyczny charakter portu. To ważna lekcja również dla Gdyni, bo UNESCO nie ocenia wyłącznie stanu zabytków. Ocenia także to, czy nowe inwestycje nie niszczą wartości, dla których dane miejsce zostało wpisane na listę.

Jeszcze wcześniej z listy zniknęła Dolina Łaby w Dreźnie. W tym przypadku wystarczyła budowa nowego mostu, który przeciął historyczny krajobraz i zniszczył jego wyjątkową wartość.

Oczywiście nie oznacza to, że każda kontrowersyjna inwestycja kończy się wykreśleniem. UNESCO najpierw prowadzi dialog, wydaje zalecenia i monitoruje sytuację. Historia pokazuje jednak, że cierpliwość tej organizacji ma swoje granice.

Największym zagrożeniem nie jest jeden zły remont

Moim zdaniem największym zagrożeniem dla Gdyni nie będzie jedna nietrafiona inwestycja. Znacznie groźniejsza może okazać się powolna utrata autentyczności. Kolejna reklama, która „przecież nikomu nie przeszkadza", następny przypadkowy szyld, remont wykonany najtańszym kosztem, historyczne detale zastąpione współczesnymi odpowiednikami. Wysoki budynek, który „tylko trochę" zmieni panoramę. Każda z tych decyzji z osobna wydaje się niewielka, ale razem mogą sprawić, że miejsce przestanie być tym, za co zostało docenione.

Teraz zaczyna się prawdziwy egzamin

Bardzo się cieszę z decyzji UNESCO, uważam, że Gdynia w pełni na nią zasłużyła. Jednocześnie mam świadomość, że najłatwiejszą część tej drogi mamy już za sobą. Znacznie trudniej będzie każdego dnia udowadniać, że potrafimy dbać o to, co właśnie otrzymaliśmy. Nie od święta, nie podczas wizyt zagranicznych delegacji i nie tylko przy okazji okrągłych rocznic. Po prostu na co dzień.

Bo wpis na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO nie jest metą, to dopiero początek. I mam nadzieję, że Gdynia potraktuje go nie tylko jako powód do dumy, ale również jako zobowiązanie wobec przyszłych pokoleń. To one za kilkadziesiąt lat ocenią, czy potrafiliśmy wykorzystać tę historyczną szansę.

Reklama

Najnowsze wpisy

Wszystkie wpisy →