← Strona główna

Reklama

Miasto

Gdyńska Hala Targowa nie potrzebuje remontu. Potrzebuje pomysłu.

Czy Hala Targowa w Gdyni potrzebuje kolejnego remontu? Moim zdaniem znacznie bardziej potrzebuje pomysłu. O tym, jak hala łukowa mogłaby znów stać się jednym z najciekawszych miejsc w mieście.

Gdyńska Hala Targowa nie potrzebuje remontu. Potrzebuje pomysłu.

Ilekroć przechodzę przez halę łukową, czuję, że czas zatrzymał się tam dobre dwadzieścia lat temu. Nie mówię o architekturze, wręcz przeciwnie, to jeden z najcenniejszych modernistycznych obiektów w Gdyni. Budynek, który zachwyca swoją konstrukcją i od lat stanowi jeden z symboli miasta. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy przekroczymy jego próg.

Tu nie chodzi o zużytą posadzkę, boksy wyglądające jak żywcem wyjęte z lat dziewięćdziesiątych czy stronę internetową, która sprawia wrażenie, jakby od dawna nikt do niej nie zaglądał i nie posiada wersji mobilnej. To wszystko są jedynie symptomy znacznie większego problemu. Od lat nikt nie odpowiedział na jedno, podstawowe pytanie. Po co dzisiaj istnieje hala łukowa?

Hala Targowa w Gdyni przestała nadążać za zmianami

Kiedyś odpowiedź była oczywista, chodziło się tam na zakupy. Dziś świat wygląda zupełnie inaczej. Większość z nas codzienne zakupy robi w dyskontach, centrach handlowych albo zamawia je przez internet. Zmieniły się nasze przyzwyczajenia, zmienił się handel i zmieniły się oczekiwania klientów. Tylko gdyńska Hala Targowa sprawia wrażenie, jakby nikt tego nie zauważył.

Co ciekawe, wystarczy przejść kilkadziesiąt metrów dalej, żeby zobaczyć zupełnie inny obraz. Rynek warzywno-owocowy wciąż tętni życiem, hala rybna również ma swoich wiernych klientów. To dowód na to, że mieszkańcy nadal szukają jakości, świeżości i bezpośredniego kontaktu ze sprzedawcą. Problem nie leży więc w samej idei hali targowej. Problem polega na tym, że jedna z jej części od dawna nie potrafi znaleźć swojego miejsca we współczesnym mieście.

Za chwilę zmieni się również jej otoczenie. W sąsiedztwie powstaną nowe osiedla, do Śródmieścia wprowadzą się kolejne tysiące mieszkańców. Trudno wyobrazić sobie lepszy moment, by zadać pytanie o przyszłość tego miejsca. Tylko czy odpowiedzią naprawdę ma być kolejny remont?

Coraz bardziej przekonuje mnie myśl, że hala nie potrzebuje nowych płytek, odświeżonych ścian ani kolejnego liftingu. Potrzebuje pomysłu, wizji. Odpowiedzi na pytanie, czym ma być za dziesięć czy dwadzieścia lat. Jeśli nadal będzie próbowała konkurować z galeriami handlowymi albo dyskontami, tę konkurencję przegra. Nie dlatego, że jest gorsza, dlatego, że walczy na cudzych zasadach.

A gdybyśmy wreszcie przestali myśleć o hali jak o miejscu, gdzie kupuje się kolejną parę spodni?

Od tego pytania zacząłbym całą dyskusję o przyszłości hali targowej. Nie od projektu nowych boksów, nie od koloru posadzki i nie od kosztorysu remontu. Najpierw warto odpowiedzieć sobie na znacznie ważniejsze pytanie - po co mieszkańcy mieliby tam przychodzić za pięć czy dziesięć lat?

Często szukamy gotowych recept w innych miastach, wskazujemy warszawskie Koszyki czy gdańską Halę Targową. To wszystko są ciekawe przykłady, ale nie jestem przekonany, że Gdynia powinna podążać dokładnie tą samą drogą. Nie chciałbym, żeby nasza hala stała się kolejnym miejscem, do którego przyjeżdża się wyłącznie na lunch czy kolację. Moim zdaniem siła Gdyni leży gdzie indziej.

Wyobrażam sobie halę łukową jako miejsce, którego nie da się pomylić z żadnym innym w Polsce. Przestrzeń, w której pierwsze skrzypce grają lokalni producenci, rzemieślnicy i niewielkie rodzinne firmy. Miejsce, gdzie kupuje się produkty niedostępne w sieciówkach, rozmawia z ludźmi, którzy sami je tworzą, poznaje historie stojące za konkretnymi markami i odkrywa rzeczy, których próżno szukać w galeriach handlowych.

Nie oznacza to jednak rezygnacji z gastronomii. Wręcz przeciwnie. Tyle tylko, że nie powinna ona zdominować całego obiektu. Widziałbym ją raczej jako naturalne uzupełnienie handlu, na przykład kilkanaście starannie wybranych lokali serwujących kuchnie z różnych stron świata. Przecież trudno o lepsze miejsce na takie kulinarne spotkanie niż Gdynia - miasto portowe, które od początku swojego istnienia było oknem na świat. Gruzja, Portugalia, Korea, Maroko, Peru czy Japonia nie jako kolejny modny food court, ale jako opowieść o mieście, które od zawsze żyło spotkaniami ludzi i kultur.

Hala nie byłaby ani galerią handlową, ani wielką restauracją. Stałaby się miejscem, którego dzisiaj w Gdyni i Trójmieście po prostu brakuje.

fot. gdynia.pl

Reklama

Najnowsze wpisy

Wszystkie wpisy →
Społeczeństwo
Gdynia na trzy godziny czy na trzy dni?

Gdynia na trzy godziny czy na trzy dni?

Gdynia przyciąga turystów pięknymi widokami, morzem i modernizmem. Problem pojawia się wtedy, gdy po kilku godzinach zwiedzania pada pytanie: co dalej? To felieton o niewykorzystanym potencjale miasta i potrzebie stworzenia atrakcji, dla których warto przyjechać tu specjalnie.