← Strona główna
Miasto / Marketing

Gdynia wydała prawie cztery miliony złotych na Open'era

Mam wrażenie, że kolejne wydarzenia funkcjonują obok siebie, zamiast budować jedną historię. Każde wydarzenie żyje własnym życiem, jakby organizowano je w zupełnie innym mieście.

Gdynia wydała prawie cztery miliony złotych na Open'era

Wiecie, co najbardziej boli w tej historii? Nie to, że Gdynia wydała prawie cztery miliony złotych na Open'era. Najbardziej boli to, że za te pieniądze nie kupiła sobie nawet chwili uwagi dla własnego stulecia.


Bo problemem nigdy nie były pieniądze. Problemem jest to, że Gdynia od lat dostaje do ręki świetne karty, ale za każdym razem zapomina, że w tę grę trzeba jeszcze zagrać. Tylko że od kilku miesięcy właśnie taki obraz wraca do mnie coraz częściej. Zwłaszcza wtedy, gdy słyszę kolejne zapewnienia o wyjątkowym charakterze obchodów stulecia miasta. Miało być hucznie, miało być z rozmachem, miało być tak, żeby o Gdyni mówiła cała Polska. Tymczasem mijają kolejne miesiące jubileuszowego roku, a ja coraz częściej łapię się na tym, że więcej emocji wzbudzają dyskusje o tym, czego nie zrobiono, niż o tym, co rzeczywiście się udało.

Nie chodzi o to, że nic się nie dzieje, byłoby nieuczciwe tak napisać. Problem leży gdzie indziej. Mam wrażenie, że kolejne wydarzenia funkcjonują obok siebie, zamiast budować jedną historię. Każde wydarzenie żyje własnym życiem, jakby organizowano je w zupełnie innym mieście. Brakuje natomiast czegoś, co w marketingu jest absolutnie podstawowe - pomysłu, który spina wszystko w jedną opowieść. A przecież stulecie miasta to nie jest zwykły jubileusz. Taka okazja zdarza się raz. Dosłownie raz na sto lat.


I właśnie dlatego, oglądając relacje z tegorocznego Open'era, miałem nieodparte wrażenie, że ktoś właśnie zamknął przed Gdynią drzwi, które same się przed nią otworzyły. Nie zrozumcie mnie źle, nie zamierzam narzekać na festiwal. Wręcz przeciwnie, Open'er jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie wydarzyły się temu miastu. Przez ponad dwadzieścia lat wyrósł na markę rozpoznawalną daleko poza granicami Polski. Do tego dochodzą zagraniczne media, influencerzy, zdjęcia, filmy, relacje, tysiące postów w mediach społecznościowych. Trudno wyobrazić sobie lepszą przestrzeń do pokazania miasta.


Co więcej, miasto nie było jedynie biernym obserwatorem tego widowiska. Przekazało na organizację festiwalu blisko cztery miliony złotych. I nie mam z tym najmniejszego problemu, naprawdę! Uważam, że Open'er jest wydarzeniem, które przynosi Gdyni realne korzyści. Tylko że właśnie dlatego zadaję sobie pytanie: skoro już wydaliśmy miliony, to dlaczego nikt nie pomyślał, żeby przy okazji opowiedzieć światu historię o stuleciu miasta?


Nie mówię o wielkich przemówieniach między koncertami. Nie oczekiwałem, że artyści będą składać miastu życzenia ze sceny. Nie chodzi nawet o to, żeby co pięć minut przypominać publiczności, gdzie się znajduje. Marketing nie polega na krzyczeniu. Marketing polega na wykorzystywaniu okazji.


Patrzyłem na scenę, później przy wejściach, później na materiały festiwalowe. Szukałem choćby najmniejszego śladu jubileuszu Gdyni. Bez skutku. Tu przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl, gdy zobaczyłem zdjęcie festiwalowej opaski. Zwykły kawałek materiału zapinany na nadgarstku. Dla organizatora to po prostu identyfikator uczestnika, dla ludzi - pamiątka, a z punktu widzenia marketingowca - nośnik, którego nie da się kupić żadną kampanią reklamową. Wielu nosi ją jeszcze długo po zakończeniu imprezy, jedni przez tydzień, inni przez miesiąc, a są i tacy, którzy zdejmują ją dopiero wtedy, gdy sama zaczyna się przecierać. To trochę jak koszulki z koncertów czy medale z maratonów - nie mają wielkiej wartości materialnej, ale są symbolem przeżytych emocji. Wtedy pomyślałem: dlaczego obok logo Open'era nie znalazło się logo stulecia Gdyni? Czy naprawdę nikt nie wpadł na ten pomysł? Niewielki napis, elegancki, taki, który nikomu by nie przeszkadzał, ale jednocześnie sprawiłby, że kilkadziesiąt tysięcy osób przez kolejne tygodnie nosiłoby na ręce symbol stulecia naszego miasta.


Właśnie dlatego nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że Gdynia kolejny raz nie przegrała z brakiem pieniędzy. Przegrała z brakiem pomysłu. To zresztą nie jest problem wyłącznie tegorocznego jubileuszu, bo od dłuższego czasu mam poczucie, że miasto coraz częściej reaguje, zamiast kreować. Coraz częściej odhacza kolejne wydarzenia, zamiast budować wokół nich opowieść. A przecież miasta, które najlepiej radzą sobie z promocją, nie są wcale bogatsze od Gdyni. One po prostu potrafią dostrzec moment, w którym świat patrzy w ich stronę, i wykorzystać te kilka sekund uwagi.


Open'er jest właśnie takim momentem. Nie dlatego, że odbywa się w Gdyni, tylko dlatego, że odbywa się w Gdyni obchodzącej swoje stulecie. Za kilka miesięcy festiwal przejdzie do historii, powstaną kolejne podsumowania, statystyki, liczby odwiedzających i zdjęcia z koncertów. Za kilka lat mało kto będzie pamiętał, kto wystąpił na której scenie i którego dnia. Jestem przekonany, że wiele osób nadal będzie miało gdzieś w szufladzie albo na dnie plecaka swoją festiwalową opaskę. Szkoda tylko, że kiedy za kilka lat ktoś na nią spojrzy, nie znajdzie tam nawet najmniejszego śladu tego, że uczestniczył w wydarzeniu odbywającym się w roku setnych urodzin Gdyni.


Bo największe okazje promocyjne nie kończą się wtedy, gdy gaśnie ostatni reflektor, one kończą się wtedy, gdy nikt nie wpadnie na pomysł, jak je wykorzystać.

Najnowsze wpisy

Wszystkie wpisy →
Społeczeństwo
Gdynia na trzy godziny czy na trzy dni?

Gdynia na trzy godziny czy na trzy dni?

Gdynia przyciąga turystów pięknymi widokami, morzem i modernizmem. Problem pojawia się wtedy, gdy po kilku godzinach zwiedzania pada pytanie: co dalej? To felieton o niewykorzystanym potencjale miasta i potrzebie stworzenia atrakcji, dla których warto przyjechać tu specjalnie.

Społeczeństwo
Dar Młodzieży w Gdyni czy Szczecinie?

Dar Młodzieży w Gdyni czy Szczecinie?

Czy Dar Młodzieży powinien pozostać w Gdyni, czy po zakończeniu służby szkoleniowej trafić do Szczecina? Dyskusja o przyszłości legendarnego żaglowca stała się debatą o miejskiej tożsamości, historii i symbolach, które od dekad budują charakter polskich miast.