← Strona główna

Reklama

Miasto / Marketing

Sto lat Gdyni. I tyle zostało z wielkiej kulminacji?

Kulminacja obchodów 100-lecia Gdyni miała być wyjątkowym wydarzeniem. Tymczasem ogłoszenie sanah zaledwie 10 dni przed koncertem, ograniczony dostęp dzięki Karcie Mieszkańca i wcześniejsze zapowiedzi międzynarodowej gwiazdy pozostawiają więcej pytań niż zachwytu.

Sto lat Gdyni. I tyle zostało z wielkiej kulminacji?

Przyznam szczerze, czuję się mocno zawiedziony „międzynarodową gwiazdą” kulminacji obchodów 100-lecia. Od miesięcy słuchaliśmy o tym, że Gdynia obchodzi swoje urodziny, można było chyba oczekiwać, że ktoś po drugiej stronie biurka naprawdę potraktuje tę okazję wyjątkowo.

Zapewniano nas o niepowtarzalnych wydarzeniach, oprawie i spektakularnej kulminacji. Kiedy więc wreszcie doczekaliśmy się informacji o wielkim koncercie, dowiedzieliśmy się, że 22 sierpnia na Molo Południowym wystąpi Sanah. I tutaj pojawia się pierwszy problem. Informację podano 12 sierpnia.

Dziesięć dni przed koncertem dowiadujemy się, kto zagra

Nie mam nic przeciwko Sanah, wręcz przeciwnie, trudno odmówić jej popularności, przebojów i ogromnej rzeszy fanów. Jeżeli ktoś lubi jej muzykę, z pewnością będzie miał powód, żeby 22 sierpnia pojawić się na Molo Południowym. Tylko że ja wciąż próbuję zrozumieć, jak można organizować kulminację obchodów stulecia miasta i poinformować mieszkańców o głównej gwieździe koncertu dziesięć dni przed wydarzeniem?

To nie jest koncert osiedlowy organizowany w ostatniej chwili. Nie jest to też spontaniczna impreza, która nagle pojawiła się w kalendarzu. Mówimy o jednym z najważniejszych wydarzeń promocyjnych całego roku, obchodach setnych urodzin Gdyni i wydarzeniu, które według wcześniejszych zapowiedzi miało być wielkim finałem jubileuszu. Takie wydarzenie powinno żyć na długo przed samym koncertem, powinny pojawić się zapowiedzi, kampania promocyjna, materiały dla mieszkańców i turystów, zainteresowanie mediów, komunikacja w regionie. Ludzie powinni wiedzieć o nim wcześniej i móc zaplanować przyjazd do Gdyni.

Tymczasem dowiadujemy się o głównej artystce na kilka dni przed koncertem. To nie wygląda jak kulminacja przygotowywana przez rok, bardziej jak informacja, którą dopięto parę dni wcześniej. Ja na tym wydarzeniu nie będę, podobnie jak całe grono moich znajomych z Gdyni. Nie dlatego, że nie interesują nas obchody stulecia miasta, nie dlatego, że nie lubimy koncertów i nie dlatego, że sanah nie jest artystką, której chcielibyśmy posłuchać. Po prostu mamy zaplanowane urlopy. Od kilku miesięcy.

Jeżeli przez cały rok nie znamy najważniejszych szczegółów wydarzenia, a jego główną gwiazdę poznajemy dziesięć dni przed koncertem, to dla wielu osób jest zwyczajnie za późno. Urlopu nie przekłada się dlatego, że urząd miasta w sierpniu odkrył kartę, którą powinien był pokazać kilka miesięcy wcześniej. To zresztą pokazuje, że problem z późnym ogłoszeniem artysty nie jest wyłącznie kwestią marketingu. To także kwestia zwykłego szacunku do czasu mieszkańców. Ludzie mają swoje plany, wyjazdy, pracę, dzieci, zobowiązania. Jeżeli chce się ich zaprosić na wydarzenie, warto dać im szansę, żeby rzeczywiście mogli z tego zaproszenia skorzystać.

Miała być międzynarodowa gwiazda

Tutaj dochodzimy do kolejnego problemu, który chyba najbardziej mnie uwiera. Przez wiele miesięcy wokół kulminacji stulecia budowano oczekiwanie, że pojawi się coś naprawdę dużego, spektakularnego. W przestrzeni publicznej przewijały się nazwiska międzynarodowych gwiazd, pojawiała się nawet Metallica czy Sting… Osoby związane z organizacją wydarzeń mówiły o koncercie, który miał być odpowiednią oprawą dla setnych urodzin miasta. Dlatego kiedy pojawia się Sanah, trudno nie zadać pytania: gdzie jest ta międzynarodowa gwiazda? Jeszcze raz podkreślę - nie chodzi o ocenę samej artystki. Sanah jest jedną z najpopularniejszych polskich wokalistek i z pewnością przyciągnie publiczność. Problemem nie jest więc to, że wystąpi właśnie ona, tylko różnica pomiędzy wcześniejszymi oczekiwaniami a tym, co ostatecznie dostaliśmy.

Jeżeli przez wiele miesięcy buduje się narrację o wyjątkowym, jubileuszowym wydarzeniu i sugeruje występ międzynarodowej gwiazdy, to mieszkańcy mają prawo oczekiwać czegoś więcej niż koncertu bardzo popularnej, ale jednak przede wszystkim polskiej artystki. Przy stuleciu Gdyni chciałoby się zobaczyć na scenie kogoś, kto rzeczywiście sprawi, że o mieście następnego dnia będzie mówiło się również poza Polską. Dlatego mam z tym problem, nie z Sanah a z oczekiwaniami, które wcześniej zbudowano.

Urodziny dla wszystkich, ale.. nie dla wszystkich

Przeczytałem komunikat miasta jeszcze raz i znalazłem inną rzecz, która chyba najbardziej pasuje do całej tej historii. Na oficjalnym serwisie miasta czytamy, że Letnie Urodziny Gdyni są wydarzeniem dla mieszkańców i gości. Ma być wspólny stół, Park Centralny, koncerty, gastronomia i wielkie świętowanie. Wszystko brzmi tak, jak powinno wyglądać miejskie święto. Tyle że w przypadku głównego koncertu pojawia się dodatkowy warunek - wejście na teren wydarzenia będzie możliwe za okazaniem Karty Mieszkańca Gdyni, a jedna karta uprawnia do wejścia z osobą towarzyszącą.

Naprawdę zaczynam się zastanawiać, czy ktoś po prostu nie dostrzegł sprzeczności? Z jednej strony mówimy o wielkim święcie miasta i zapraszamy mieszkańców oraz gości. Z drugiej - na najważniejszą część wieczoru wprowadzamy ograniczenie dostępu. Oczywiście można powiedzieć, że to przede wszystkim święto Gdyni i Gdynian, więc pierwszeństwo powinni mieć mieszkańcy. Tylko wtedy trzeba konsekwentnie powiedzieć, że jest to wydarzenie dla mieszkańców, a nie opowiadać o otwartym świętowaniu, na które każdy może przyjść.

Co z turystą, który zaplanował przyjazd do Gdyni właśnie z okazji stulecia? Co z mieszkańcem Gdańska, Sopotu, Rumi czy Wejherowa, który od lat odwiedza Gdynię i chce zobaczyć jej jubileuszową kulminację? Co z kimś, kto przyjedzie tutaj specjalnie na koncert?

Można oczywiście odpowiedzieć, że przecież Kartę Mieszkańca ma blisko 100 tysięcy osób. Tylko że nie rozwiązuje to problemu. Jeżeli miasto chce wykorzystać stulecie również do promocji Gdyni i przyciągania ludzi z zewnątrz, zamykanie najważniejszego koncertu wyłącznie dla posiadaczy miejskiej karty wydaje się co najmniej dziwnym sposobem budowania marki miasta. W dodatku informując o tym fakcie na 10 dni przed imprezą.

Po co nam w takim razie to całe stulecie?

Nie oczekiwałem fajerwerków przez cały rok, nie zakładałem cyklu koncertów za kilkanaście milionów złotych każdy. Nie spodziewałem się gwiazdy z pierwszych stron światowych gazet tylko dlatego, że Gdynia kończy sto lat. Liczyłem natomiast na jakiś pomysł, jak wykorzystać jedną z najlepszych okazji promocyjnych, jakie miasto może dostać. Stulecie było idealnym momentem, żeby opowiedzieć historię miasta ludziom, którzy jeszcze jej nie znają. Pokazać Gdynię jako miasto modernizmu, portu, morza, architektury, kultury i ludzi, którzy przez sto lat stworzyli coś niezwykłego.

Tymczasem mam wrażenie, że całe obchody zostały potraktowane jak bardzo duży kalendarz wydarzeń. Coś w lutym, coś w czerwcu, coś w lipcu, coś w sierpniu i jeszcze koncert. Przecież setne urodziny miasta powinny być czymś więcej niż sumą imprez wpisanych do kalendarza. Powinny być momentem, w którym Gdynia mówi mieszkańcom i światu: oto kim jesteśmy, skąd przyszliśmy i dokąd chcemy iść.

Zaprzepaszczone oczekiwania

Dlatego naprawdę nie chodzi mi o to, że 22 sierpnia wystąpi Sanah. Najbardziej boli mnie to, że po stu latach istnienia miasta, przy okazji wyjątkowego jubileuszu, nie potrafimy chyba zrobić czegoś, co byłoby jednocześnie wielkie, dobrze zaplanowane i otwarte na świat. Najpierw przez miesiące budujemy oczekiwanie, potem przez długi czas nie wiemy, kto właściwie zagra i co się wydarzy. Następnie dziesięć dni przed wydarzeniem dowiadujemy się, że będzie to sanah, a na końcu okazuje się, że żeby wejść na koncert, trzeba mieć Kartę Mieszkańca albo wejść z kimś, kto ją posiada.

Gdzieś pomiędzy tym wszystkim jest jeszcze kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców, którzy swoje urlopy zaplanowali kilka miesięcy wcześniej i 22 sierpnia będą zupełnie gdzie indziej. I jeszcze mamy uwierzyć, że to jest wielka kulminacja obchodów stulecia Gdyni. Naprawdę?

Największym problemem tych obchodów nie jest brak pieniędzy, wydarzeń czy artystów. Problemem jest brak skali myślenia…

fot. zmodyfikowana grafika z gdynia.pl

 

Reklama

Najnowsze wpisy

Wszystkie wpisy →