
Samochodów ma być mniej. Tylko gdzie mamy je zostawić?
Gdynia ogranicza parkowanie w centrum, ale nie daje kierowcom jasnej alternatywy. Czy P+R, transport publiczny i miejska informacja nadążają za zmianami?
Reklama
Rady Dzielnic to nie tylko festyny, joga i rozdysponowywanie pieniędzy. O ich prawdziwym znaczeniu decydują sytuacje, w których trzeba stanąć po stronie mieszkańców i powiedzieć „nie”. Oksywie, Kacze Buki i Karwiny pokazują, że lokalni radni mogą mieć realny wpływ na przyszłość swoich dzielnic.

Jej odpowiedzialność zaczyna się tam, gdzie kończy się organizowanie kolejnego wydarzenia, a pojawiają się sprawy, które realnie wpływają na przyszłość dzielnicy. Na sposób jej zagospodarowania, charakter, bezpieczeństwo, zieleń czy jakość życia mieszkańców. W takich sytuacjach radni dzielnicowi mogą pokazać, po co właściwie są.
W ostatnich latach mieliśmy w Gdyni kilka przykładów, które bardzo dobrze pokazują, że Rada Dzielnicy może być czymś znacznie więcej niż jednostką, która rozdysponowuje pieniądze na lokalne zajęcia.
Mówimy o sytuacji, w której społeczność zatrzymała zabudowę zalesionego wzgórza przy Bosmańskiej. W dzielnicy, która już i tak jest mocno zurbanizowana, udało się obronić coś, co dla jednych było „terenem pod inwestycję”, a dla innych, po prostu kawałkiem normalności i oddechu.
Nie wydarzyło się to dzięki wielkim hasłom czy decyzjom zza biurka. To efekt działania mieszkańców i Rady Dzielnicy, którzy zamiast rozłożyć ręce, postanowili zrobić coś więcej niż tylko ponarzekać w komentarzach. Zorganizowali się, nagłośnili temat, doprowadzili sprawę do momentu, w którym miasto powiedziało: wycofujemy się.
Ta historia pokazała, że realny wpływ nie zawsze zaczyna się od nowych kompetencji, uchwał i rozporządzeń. Często zaczyna się od ludzi, którym się chce. Od społeczników, którzy nie potrzebują dodatkowych zapisów w statucie, żeby działać skutecznie.
Rady Dzielnic, które często są traktowane trochę jak „dodatek do miasta”, nagle dostały bardzo konkretny dowód swojej siły, a radni dzielnic pokazali, że mogą być realnym wsparciem dla mieszkańców i partnerem w ważnych sprawach.
Podobny mechanizm mogliśmy obserwować w Kaczych Bukach. Tam również sprawa dotycząca przyszłości konkretnego obszaru pokazała, że głos mieszkańców i zaangażowanie lokalnej rady mogą mieć znaczenie w dyskusji o tym, jak rozwija się dzielnica.
I wreszcie Karwiny
Tutaj sytuacja jest szczególnie ciekawa, bo Rada Dzielnicy zrobiła coś, co wymagało nie tylko aktywności, ale również zwyczajnej roztropności. Wstrzymała uchwałę popierającą plany inwestycyjne dewelopera na gruntach, które zgodnie z Planem Ogólnym Miasta mają pozostać częścią zieloną.
Nie chodzi nawet o to, czy ktoś jest zwolennikiem konkretnej inwestycji, czy jej przeciwnikiem. Chodzi o sam mechanizm działania. Zamiast automatycznie przyjąć stanowisko korzystne dla inwestora, pojawiło się pytanie: czy to rzeczywiście jest dobre dla dzielnicy i jej mieszkańców?
Co ważne, podobnie jak wcześniej na Oksywiu, sprawę poruszono na forum mieszkańców. Zaproszono ich do dyskusji nad zamierzeniami dewelopera.
Nie twierdzę, że każda Rada Dzielnicy powinna zajmować się każdą inwestycją i stawać się kolejnym urzędem planistycznym. Nie o to chodzi. Problem pojawia się wtedy, kiedy radni ograniczają swoją rolę wyłącznie do rozdysponowania pieniędzy na rzeczy, które łatwo pokazać na Facebooku.
Zdecydowanie łatwiej pochwalić się zdjęciem z festynu niż napisać kilkanaście stron stanowiska w sprawie planowanej inwestycji. Łatwiej powiedzieć: „przeznaczyliśmy środki na zajęcia jogi”, niż zorganizować spotkanie mieszkańców, zebrać informacje, zaprosić przedstawicieli miasta i inwestora, a później jeszcze próbować przekonać urzędników, że dana decyzja może być dla dzielnicy zła.
Rada Dzielnicy ma znaczenie
Zaangażowanie w trudne sprawy powinno być jednym z najważniejszych elementów pracy radnego dzielnicy. Budżet na lokalne inicjatywy jest ważny. Festyny są potrzebne. Zajęcia sportowe, kulturalne czy edukacyjne również. Nie mam nic przeciwko temu. Problem zaczyna się wtedy, kiedy działalność Rady Dzielnicy sprowadza się właściwie tylko do tego.
Jeżeli w dzielnicy pojawia się plan zabudowy kolejnego terenu zielonego, problem z bezpieczeństwem, kontrowersyjna inwestycja, zmiana organizacji ruchu czy decyzja, która będzie miała konsekwencje na kolejne kilkanaście albo kilkadziesiąt lat, to właśnie wtedy mieszkańcy powinni móc spojrzeć na swoich radnych i powiedzieć: „Dobrze, a wy co zamierzacie z tym zrobić?”. I odpowiedź nie powinna brzmieć: „To nie są nasze kompetencje”. Oczywiście, formalnie bardzo często nie są, ale wpływ społeczny nie kończy się tam, gdzie kończy się kompetencja do wydania decyzji.
Rada Dzielnicy może zorganizować spotkanie, może przyjąć stanowisko, może zaprosić mieszkańców do rozmowy, może nagłośnić problem, może zwrócić się do prezydenta, radnych miasta czy odpowiednich jednostek. Może stworzyć presję społeczną, pokazać, że sprawa nie dotyczy kilku osób piszących komentarze w internecie, tylko całej lokalnej społeczności.
Nie oczekuję, że Rady Dzielnic będą decydować o wszystkim, ani że każdy radny stanie się ekspertem od planowania przestrzennego czy miejskich inwestycji. Oczekuję natomiast, że kiedy w dzielnicy dzieje się coś naprawdę ważnego, radni nie schowają się za stwierdzeniem „to nie jest zakres naszych obowiązków”. Oksywie, Kacze Buki i Karwiny pokazują, że nawet bez formalnej możliwości podejmowania ostatecznych decyzji można mieć realny wpływ na to, co dzieje się wokół nas.
Czasami najlepsze, co może zrobić Rada Dzielnicy, to po prostu powiedzieć: „Nie. Najpierw porozmawiajmy z mieszkańcami”.
fot. AI
Reklama
Reklama
Reklama

Gdynia ogranicza parkowanie w centrum, ale nie daje kierowcom jasnej alternatywy. Czy P+R, transport publiczny i miejska informacja nadążają za zmianami?

Kulminacja obchodów 100-lecia Gdyni miała być wyjątkowym wydarzeniem. Tymczasem ogłoszenie sanah zaledwie 10 dni przed koncertem, ograniczony dostęp dzięki Karcie Mieszkańca i wcześniejsze zapowiedzi międzynarodowej gwiazdy pozostawiają więcej pytań niż zachwytu.

Ponad 200 niezrealizowanych projektów, zadania czekające od 2017 roku i zaledwie 8% mieszkańców biorących udział w głosowaniu. Czy Budżet Obywatelski w obecnej formule ma jeszcze sens?