← Strona główna

Reklama

Miasto / Studenci

Gdynia studencka. Czy młodzi mają tu swoje miejsce?

Gdynia ma przecież czym się pochwalić, są dwie państwowe uczelnie, jest gdyńska obecność Uniwersytetu Gdańskiego, są uczelnie niepubliczne.

Gdynia studencka. Czy młodzi mają tu swoje miejsce?

Pierwszego października ponownie rozpoczął się rok akademicki. Na gdyńskich ulicach pojawią się studenci wracający po wakacjach, pierwszoroczniacy próbujący odnaleźć właściwy budynek i ci, którzy właśnie zaczynają swoją przygodę z dorosłością. Gdynia ma przecież czym się pochwalić, są dwie państwowe uczelnie, jest gdyńska obecność Uniwersytetu Gdańskiego, są uczelnie niepubliczne. Tysiące młodych ludzi uczą się, mieszkają, pracują i spędzają tutaj kilka najważniejszych lat swojego życia.

Tylko czy z tego wynika, że Gdynia jest miastem studenckim? Bo między „mamy uczelnie” a „jesteśmy miastem przyjaznym studentom” jest jednak spora różnica. Student potrzebuje bowiem czegoś więcej niż sali wykładowej i legitymacji uprawniającej do zniżki na autobus. Potrzebuje miejsca do życia.

Gdynia nie jest tanim miastem. Wynajem mieszkania czy nawet pokoju potrafi pochłonąć sporą część studenckiego budżetu. Dla osoby przyjeżdżającej spoza Trójmiasta oznacza to bardzo proste pytanie: akademik czy wynajem? Liczby nie są szczególnie imponujące, Uniwersytet Morski dysponuje trzema domami studenckimi, w których jest około 850 miejsc. To oczywiście nie jest mało, ale również trudno uznać, że rozwiązuje problem mieszkaniowy wszystkich studentów. Pozostaje wynajem. Ten, jak wiadomo, rządzi się prawami rynku. Student może oczywiście wynająć pokój, zamieszkać ze znajomymi albo poszukać czegoś dalej od centrum. Tylko że wtedy zaczynamy dochodzić do dość zabawnego paradoksu. Gdynia może być miejscem, w którym studiujesz, ale niekoniecznie miejscem, w którym mieszkasz. Możesz studiować w Gdyni, mieszkać w Rumi, Redzie czy Gdańsku i codziennie dojeżdżać. Trójmiasto jest przecież jednym organizmem komunikacyjnym. Tylko czy naprawdę o takiej „Gdyni studenckiej” chcemy mówić?

A co ze studentem, który już mieszka w Gdyni? To młody mieszkaniec miasta, który tutaj się pewnie urodził, chodził do szkoły, ma rodzinę, znajomych i swoje ulubione miejsca. Po maturze mógł rozpocząć studia w Gdańsku, Sopocie, Warszawie czy Krakowie ale został tutaj. Wtedy problem akademika może go zupełnie nie dotyczyć, ale pojawia się znacznie ciekawsze pytanie: co Gdynia ma mu do zaoferowania?

„Miasto akademickie” nie powinno być określeniem opisującym wyłącznie liczbę uczelni znajdujących się na mapie. Akademickość miasta to pewien sposób funkcjonowania, to pytanie o to, czy studenci są widoczni w przestrzeni miasta, czy mają gdzie mieszkać, gdzie spędzać czas, gdzie rozwijać swoje zainteresowania, czy miasto współpracuje z uczelniami i czy traktuje młodych ludzi jako część swojej społeczności. I tu w mojej ocenie Gdynia ma problem.

Wystarczy spojrzeć na Lublin. Miasto niewiele większe od Gdyni jest jednym z najważniejszych ośrodków akademickich w Polsce. Samorząd prowadzi program „Lublin Akademicki”, w ramach którego finansuje projekty rozwijające życie akademickie i integrujące studentów z lokalną społecznością. Mogą to być konferencje, warsztaty, turnieje, konkursy czy wydarzenia organizowane przez koła naukowe i organizacje społeczne. To ważne, bo pokazuje pewną różnicę w myśleniu - student nie jest tam wyłącznie klientem uczelni, jest również uczestnikiem życia miasta.

Czy mamy w mieście wyraźną przestrzeń akademicką? Czy jest miejsce, które student może nazwać swoim? Czy miasto organizuje wydarzenia skierowane nie tylko do mieszkańców „w ogóle”, ale konkretnie do środowiska akademickiego? Czy współpracuje z uczelniami przy tworzeniu miejskich projektów? Czy młody człowiek studiujący w Gdyni ma poczucie, że jest częścią tego miasta, czy raczej po prostu korzysta z jego ulic w drodze z mieszkania na uczelnię? I jeszcze jedno: co właściwie oznacza „Gdynia akademicka” dla studenta? Potrzebuje miejsc, w których może spotkać innych studentów. Koncertów, wydarzeń, klubów, kawiarni, przestrzeni do nauki i pracy. Potrzebuje komunikacji, która pozwoli mu sprawnie poruszać się między uczelnią, domem i miejscami, w których spędza czas. Potrzebuje również możliwości angażowania się w życie miasta, niekoniecznie poprzez wielkie miejskie projekty, ale choćby poprzez kulturę, sport, wolontariat, organizacje społeczne czy inicjatywy tworzone przez samych młodych ludzi. Student uczący się w Gdyni jest już częścią miejskiej społeczności. Nie trzeba czekać, aż skończy studia, zacznie pracę i zamelduje się tutaj na stałe, żeby traktować go jak mieszkańca.

Gdynia obchodzi właśnie swoje stulecie. Można było więc oczekiwać, że przy takiej okazji miasto szczególnie mocno zwróci się do młodych ludzi. Nie tylko organizując wydarzenia, na które mogą przyjść, ale również pytając ich, jakiego miasta chcą. Przecież dla części z nich to będzie pierwsze sto lat Gdyni, które obserwują jako dorośli mieszkańcy. Tymczasem student w miejskiej opowieści jest raczej dodatkiem niż jednym z jej bohaterów. A przecież potencjał jest ogromny! Gdynia ma uczelnie, ma tysiące studentów, ma młodych mieszkańców, ma bliskość Gdańska i Sopotu, ma morze, kulturę, wydarzenia i przestrzeń, która mogłaby być świetnym tłem dla życia akademickiego. Nie trzeba wymyślać miasta od nowa.

Miasto akademickie zaczyna się wtedy, kiedy student przestaje być tylko kimś, kto ma zajęcia w jednym z miejskich budynków a staje się częścią miejskiego życia. Widać go nie tylko w październiku, kiedy zaczyna się rok akademicki, ale przez cały rok. Jest obecny w kulturze, gastronomii, komunikacji, wydarzeniach, organizacjach społecznych, sporcie, przedsiębiorczości i miejskiej przestrzeni. Może właśnie tego pytania warto dzisiaj Gdyni zadać: czy chcemy być miastem, w którym można studiować, czy miastem, w którym dobrze jest być studentem? Pierwsze mamy już całkiem nieźle opanowane, z tym drugim wciąż mamy problem.

fot. WSAIB, UM, AMW

Reklama

Najnowsze wpisy

Wszystkie wpisy →