O odśnieżaniu miasta zimą

Zima w mieście od lat wygląda podobnie. Pierwsze opady śniegu jeszcze cieszą – białe dachy, skrzypiący śnieg pod butami, cisza, która na chwilę wygrywa z ruchem ulicznym. Ale ta sympatia kończy się szybko. Wystarczy jeden poranek, jedno spóźnienie, jeden poślizg. Wtedy pojawia się pytanie, które wraca jak refren: dlaczego jeszcze nie ma czarnego asfaltu?

W naszych głowach zima ma swoje granice, może padać, może być ładnie, ale nie może przeszkadzać. Nie może utrudniać dojazdu do pracy, spaceru z dzieckiem, jazdy rowerem. Chcemy zimy „estetycznej”, najlepiej takiej, którą da się całkowicie usunąć do godziny siódmej rano.

Problem polega na tym, że miasto to nie plansza do gry, a odśnieżanie nie jest magicznym przyciskiem. To proces, który zawsze będzie niedoskonały, bo opiera się na ludziach, sprzęcie, budżecie i – co najważniejsze – na pogodzie, która ma w nosie harmonogramy.

W Gdynia co roku przeżywamy ten sam scenariusz. Zima powoduje lawinę komentarzy: że można było lepiej, szybciej, skuteczniej. Co ciekawe, ten ton nie zależy od tego, kto aktualnie rządzi miastem. Zależy od tego, po której stronie odpowiedzialności akurat stoimy.

Jeszcze kilka lat temu dzisiejsi włodarze – wtedy w opozycji – bardzo sprawnie punktowali nieudolność poprzedników. Dziś sami mierzą się z tym samym problemem. I dziś narracja brzmi już inaczej: ile to zrobiono, ile kilometrów przejechały pługi, jak bardzo krzywdzący są krytycy w social mediach. Zima nie zmieniła zasad. Zmieniła się tylko rola.

Skandynawska normalność

Dla kontrastu warto spojrzeć na północ Europy. W miastach takich jak Oslo, Sztokholm czy Helsinki nikt nie oczekuje, że zima zostanie „wyczyszczona”. Ulice bywają białe. Chodniki są twarde, czasem śliskie. Ale życie toczy się dalej.

Nie sypie się tam masowo soli, bo przy niższych temperaturach traci sens, a jej skutki dla środowiska i infrastruktury są zbyt kosztowne. Zamiast tego stosuje się piasek, żwir, inne metody poprawy przyczepności. I przede wszystkim – ludzie są przygotowani. Zimowe opony to norma. Odpowiednie buty to oczywistość. Nikt nie udaje zdziwionego, że w styczniu bywa ślisko. Może problem leży w naszej mentalności?

Porównując te dwa światy, coraz trudniej uciec od wniosku, że największym problemem nie jest samo odśnieżanie, ale nasza niezgoda na zimę. Chcemy, żeby miasto działało tak samo jak latem, tylko w białej scenerii. Chcemy komfortu bez konsekwencji. Tymczasem zima zawsze będzie kompromisem. Między bezpieczeństwem a środowiskiem. Między szybkością a rozsądkiem. Między oczekiwaniami mieszkańców a tym, co realnie da się zrobić.

Może więc zamiast co roku domagać się czarnego asfaltu wszędzie i natychmiast, warto zadać sobie inne pytanie: czy naprawdę chcemy wygrać z zimą, czy raczej nauczyć się z nią żyć? Bo zima minie. Śnieg stopnieje. A nasze oczekiwania – jeśli ich nie zmienimy – wrócą dokładnie takie same przy kolejnych opadach.

Scroll Up